Czy karmienie naturalne potrzebuje wsparcia?

Czy karmienie naturalne potrzebuje wsparcia?

Czy karmienie naturalne potrzebuje wsparcia?

Zarówno w Polsce jak i w innych krajach Europy, karmienie naturalne przeżywa dość mocny regres, potwierdzony obniżającymi się wskaźnikami. Nawet na podstawie bardzo słabego monitoringu systemowego utrzymywanego w naszym kraju przez Ministerstwo Zdrowia, grupę matek karmiących dłużej niż 6 miesięcy można ocenić
na nie większą niż kilkanaście procent. To oznacza, że najbardziej optymalny model wczesnego żywienia przerywa przedwcześnie ponad 80% - czyli ponad 300 000 matek każdego roku. Przekładając to na język ekonomiczny, otrzymamy kilka miliardów złotych wydawane każdego roku na niwelowanie skutków wczesnego żywienia opartego
na sztucznych mieszankach modyfikowanych. Nawet bardzo pobieżna analiza pokazuje, że karmienie naturalne potrzebuje ogromnego wsparcia i reorganizacji systemu ochrony zdrowia.

Po pierwsze, powinniśmy uświadomić sobie jaka jest skala kosztów ponoszonych obecnie. Kiedy ktoś bogaty na lewo i prawo wydaje swoje pieniądze, to cóż – jego prawo. Kto bogatemu zabroni? Trudno jest jednak zaakceptować narzekania na niską jakość systemu ochrony zdrowia wynikającą z ograniczeń finansowych, napływające ze wszystkich stron, gdy jednocześnie kilka miliardów rocznie wydawanych jest całkowicie niepotrzebnie. Afera Amber Gold od dłuższego czasu rozgrzewa
do czerwoności polskie społeczeństwo, a przecież chodziło w niej o jednorazową stratę kilkuset milionów złotych. To kropla w morzu tego, co gubimy poprzez świadome działania i zaniechania wspierające inne modele żywienia niż karmienie naturalne. Mleko matki jest najbardziej zaawansowaną, ekologiczną żywnością funkcjonalną,
która z łatwością może stać się źródłem ogromnych społecznych oszczędności. Gdy tylko sobie to uświadomimy, przestanie nas gorszyć obraz matki karmiącej własną piersią. Pojawi się w zamian za to wdzięczność za to, że tak wyjątkowo współpracujący ze sobą zespół – matka i dziecko, oszczędza nasze ciężko zarobione, wcale
niemałe pieniądze.

Po drugie, warto zacząć mądrze zarządzać zmianą. Większość dyskusji na ten temat, prędzej czy później kończy się kłótnią pomiędzy radykalnymi karmicielkami naturalnymi, a matkami które wybrały mleko modyfikowane. Padają argumenty typu: „nie jesteśmy gorszymi matkami wybierając butelkę” i pozamiatane. Z tego powodu warto wykluczyć matki z dyskusji, uznając że mają święte prawo podejmowania własnych decyzji i żadna z nich nie powinna podlegać jakiejkolwiek krytyce. Zamiast tego zastanówmy się, co możemy zmienić w otoczeniu kobiety oczekującej na poród, w szpitalu i w opiece okołoporodowej by zapewnić poprawę wskaźników karmienia naturalnego. Ponad 90% matek przecież podejmuje próbę karmienia piersią zaraz po urodzeniu dziecka. Nie mamy w Polsce problemu otwartej niechęci kobiet do tej formy opieki. Prawie wszystkie zaczynają, niestety znacząca większość przerywa KN w ciągu pierwszych tygodni życia dziecka. Od wielu lat urzędnicy nie potrafią odpowiedzieć
na pytanie dlaczego, bo nie są gotowi na wdrożenie skutecznej zmiany. Na czym ta zmiana miałaby polegać? Na postawieniu sobie bardzo jasno określonych
i zamocowanych w czasie celów, które zamierzamy osiągnąć. Na okresowym przekierowaniu środków wydawanych na refundację krowiego mleka modyfikowanego
w stronę edukacji personelu medycznego. Na znacznie lepszym monitorowaniu wskaźników i procedur stosowanych w opiece okołoporodowej. Na wzmacnianiu organizacji pozarządowych działających w tym obszarze. Oczywiście to są tylko propozycje

Wczesna diagnoza i profesjonalne wsparcie to podstawa. Jeśli matka otrzymała odpowiednią dawkę wiedzy i chce karmić naturalnie, a jej dziecko potrafi dobrze ssać pierś, to jedynym czego potrzebują by osiągnąć sukces, jest święty spokój. Schody zaczynają się, gdy pojawiają się problemy. Niestety zmiany cywilizacyjne sprawiają,
że grupa dzieci z trudnościami w samodzielnym ssaniu piersi, rośnie w bardzo wysokim tempie. Jeśli ich liczbę zsumujemy z trudnościami wynikającymi z rozwarstwienia społecznego i braku międzypokoleniowych doświadczeń, to okaże się, że grupa par matka/dziecko wymagających jakiegoś wsparcia stanowi znaczącą większość. W takich warunkach kluczem do sukcesu staje się szybka, profesjonalna diagnoza pozwalająca wdrożyć odpowiednie działania naprawcze. Stosowanie ziół mlekopędnych, czy zmiana pozycji w sytuacji, gdy dziecko ma zbyt krótkie wędzidełko nie rozwiąże problemu. Tylko pogłębi poczucie winy po stronie matki, gdy ostatecznie doprowadzi do porażki. Wydaje się, że w XXI wieku, przy obecnym stanie wiedzy, zapewnienie matce i dziecku wyjątkowo dobrze przygotowanej i wrażliwej opieki, nie jest przedsięwzięciem niemożliwym do zrealizowania. Wystarczy tylko dokonać rzetelnej kalkulacji kosztów, która pokaże czarno na białym, że takie działanie jest znacznie tańszym rozwiązaniem od utrzymywania większościowego wczesnego żywienia opartego na modyfikowanym mleku krowim.

W sytuacji, kiedy mleko matki przegrywa z nieuczciwą konkurencją sztucznych mieszanek, każde wsparcie karmienia naturalnego jest ważne
i ma znaczenie.